piątek, 10 marca 2023

#53 Nimona - N.D. Stevenson

#53 Nimona - N.D. Stevenson

 


Witajcie kochani 💫


Q: Jaka premiera jak na razie najbardziej was pozytywnie zaskoczyła?

W moim przypadku jest to powieść graficzna Nimona. Choć byłam jej ciekawa, to jednak bardzo długo podchodziłam do niej rezerwą z powodu zapowiadającej się kreski komiksu. Jednakże, jakie było moje zdziwienie, gdy z każdym rozdziałem coraz bardziej podbijała moje serce.

Jednak nie to było moim największym zaskoczeniem, a fakt, że autorem komiksu jest twórca serialu 'She-Ra i księżniczki mocy', o czym nie wiedziałam. Dopiero w trakcie czytania komiksu pokusiłam się sprawdzić nazwisko twórcy. Gdybym wiedziała ten fakt wcześniej przed lekturą, podchodziła bez rezerwy, a z samym zaciekawieniem. Jako że uwielbiam ten serial całym sercem i już nie jeden rewatch już za mną, niesamowicie się cieszę, że mam w posiadaniu powieść tego autora i nie mogę się doczekać już serialu, który ma się pojawić.

Jednakże czas trochę przybliżyć tym którzy nie znają komiksu fabułę, jaką skrywają w sobie jej strony.

Nimona jest młodą i porywczą zmiennokształtną. Marzy o zostaniu łotrzycą. Lord Ballister Czarneserce to arcyłotr pragnący zemsty. Oboje szykują potężną rozróbę. Zamierzają udowodnić mieszkańcom królestwa, że sir Ambrozjusz Złotobiodry i jego kamraci z Instytutu Porządku Publicznego i Bohaterstwa nie są tak szlachetni, jak się powszechnie wydaje. Gdy drobny sabotaż kończy się zaciekłą bitwą, lord Czarneserce uświadamia sobie, że moce Nimony są równie mroczne i tajemnicze co jej przeszłość…

Jej nieprzewidywalna, dzika natura może być o wiele groźniejsza, niż gotów jest przyznać.




Co najbardziej zauroczyło mnie w tym komiksie? 

Niebanalne podejście autora, brak standardowego podziału dobra i zła, tak jak dotychczas była pokazywana w książkach. Ale także uwielbiam postać Nimony, nie moja wina, że mam słabość do postaci posiadające umiejętność zmiennokształtności. I choć jest to dosyć krótki komiks, nie pozostawił po sobie niedosytu, jeśli chodzi o przedstawioną historię, jednakże z wielką przyjemnością poznałabym choć jeden dodatkowy rozdział dziejący się po wszystkim, jakie przyszłe przygody lub obowiązki ich czekają. Mam nadzieję, że wydawnictwo postawi w niedalekiej przyszłości wydać więcej tak cudownych historii, które z wielką przyjemnością mogłabym się zaczytywać. Z całego serca polecam każdej osobie szukającej czegoś świeżego, pełnego poczucia humoru i akcji oraz z nie małym przekazem lektury na zbliżającą się wiosnę.

Moja ocena 6/5 🌟 💙

czwartek, 29 kwietnia 2021

#52 Rzeczywistość szkolna przed pandemią, czyli recenzja Save You autorstwa Mony Kasten

#52 Rzeczywistość szkolna przed pandemią, czyli recenzja Save You autorstwa Mony Kasten

 Witajcie kochani 💙



Przychodzę do was z mini recenzją książki, którą jakiś czas temu w tym miesiącu skończyłam czytać, a mianowicie Save You – drugi tom Save Me, po którą sięgnęłam pod koniec zeszłego roku. Jako że ostatnimi czasy o wiele bardziej ciągnie mnie do fantastyki, to jednak ta seria jest dla mnie takim idealnym przerywnikiem, aby podładować baterie, przed ponownym zagłębieniem się po jej przeczytaniu w nowe, fantastyczne światy, które są jeszcze przede mną.


"W tej chwili nie ma słów, które mogłabym wypowiedzieć. Wiem, co w tej chwili czuję, i nie chcę nawet udawać, że jest inaczej".

Ruby po ostatnich wydarzeniach, jakie miały miejsce w jej życiu i szkole, chciałabym ponownie wrócić do czasów, gdy uczniowie Maxton Hall jej nie dostrzegali. Dziewczyna postanawia skupić się na wymarzonych studiach w Oksfordzie, jednak James nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć. Choć zdaje sobie sprawę, że będzie to trudna droga, by Ruby na nowo mu zaufała, to jednak zrobi wszystko, co w jego mocy, by ją odzyskać. Intrygująca młodzieżowa, podczas której nie tylko się zrelaksowałam i spędziłam przyjemne wieczory lub popołudnia, to dodatkowo nie czułam przymusu kończenia dokładnie rozdziału, jak to mam ostatnio w zwyczaju przy czytaniu książek z uniwersum Grishów lub trylogii klątwa. Ponadto język był tak jak ostatnio, bardzo przyjemny i wręcz czasami mknęłam przez lekturę. Także na pewno, gdy znowu poczuję, że potrzebuję małą przerwę od fantastycznych światów, to bardzo chętnie sięgnę po trzeci tom i poznam, jak kończy się ta opowieść.

Moja ocena to mocne 4/5


Miłego dnia kochani!
CzK


niedziela, 29 listopada 2020

#51 Numer jeden wśród najlepszych książek tego roku, czyli recenzja "Dwory skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas

#51 Numer jeden wśród najlepszych książek tego roku, czyli recenzja "Dwory skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas

Witajcie kochani💙


Jak mijają wasze ostatnie godziny weekendu? Czy macie tak jak ja, że zdaje się wam, że czas wyjątkowo za szybko mija w te dni?

Dzisiaj przychodzę do was z recenzją książki, która czekała na mnie prawie rok, po przeczytaniu Dworu mgieł i furii. Sądziłam, że drugiego tomu dworów nic nie przebije, jednak jak już wiecie ze story lub poprzednich postów - grubo się myliłam.

Jest to mój numer jeden jeśli chodzi o książki, które udało mi się przeczytać w tym roku. I szczerze wątpię, aby ją mogło coś przebić.




Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana, by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnięć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną grę.
Jedno potknięcia może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.


Jeśli chodzi o tę część, to nie było ani jednego momentu na to, abym poczuła chociaż przez ułamek sekundy znudzenie. Czytałam po prostu z zapartym tchem, lecz im mniej stron pozostawało do końca, tym bardziej nie chciałam tego kończyć. A przy ostatnich 30 stronach przez moment byłam zła na autorkę, pomimo tego, że miałam już czekający na mnie dodatek do serii. Ponadto oglądałam lub czytałam jakaś inną książkę, aby moment zakończenie, choć odrobinę przedłużyć. Ja tam nie mam chyba żadnych uwag. Dla mnie ta książka to złoto. Szczerze polecam wszystkim, którzy tak samo jak ja pierwszy tom nie do końca zachwycił. Jednak warto dać jej drugą szansę. W szczególności dla tego trzeciego tomu.

Moja ocena to 10/10 ✨




środa, 21 października 2020

#50 (Moje) Odkrycie tego roku, czyli recenzja "Ognisty Pocałunek"

#50 (Moje) Odkrycie tego roku, czyli recenzja "Ognisty Pocałunek"

 Witajcie kochani

Znowu nastała u mnie minimalna przerwa, jednak przyzwyczajenie się ponownie do trybu nauki trochę było uciążliwe. Jednak pierwszy tydzień za mną i jak na razie przedmiot, który sądziłam, że będzie niepotrzebnym zapychaczem, bardzo mnie zaciekawił swoją formą oraz tematyką. Nie mogę się wręcz doczekać kolejnych zajęć.


Dzisiaj postanowiłam przyjść do was z recenzją książki, która skradła niepostrzeżenie moje serce. Na początku sądziłam, że po prostu ją polubię i nic więcej. Tymczasem autorka stanęła na wysokości zadania i mnie do siebie przekonała.


„Ognisty Pocałunek”
Siedemnastoletnia Layla nie jest zwyczajną nastolatką. Jako półdemon i półgargulec ma niespotykane umiejętności. Wychowywana śród strażników-gargulców — których zadaniem jest polowanie na demony i dbanie o bezpieczeństwo ludzi — Layla próbuje się dopasować. Oznacza to również, iż musi ukrywać swoją mroczną naturę przed tymi, których kocha. Wtem Layla poznaje w dość niepokojących okolicznościach Rotha — demona, który twierdzi, że zna wszystkie jej sekrety. Pewnego dnia dowiaduje się o sekrecie, który może zaważyć o przyszłości świata.


„Ognisty Pocałunek” było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jennifer L. Armentrout. Podczas czytania myślałam, że będzie to po prostu dobra seria i tyle. Nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię tę historię oraz występujących w niej bohaterów. Layla, jak i Roth są po prostu moimi faworytami. Pomysł autorki bardzo mi się spodobał i czasem nie mogłam się wręcz oderwać od książki. Zbierałam ją po prostu wszędzie, ale jednocześnie nie chciałam jej za szybko kończyć. Zaś ukazany motyw wiszącej w powietrzu apokalipsy bardzo przypadł mi do gustu. Natomiast akcja bardzo dobrze wyważona i nie ma chwili na nudę.

Nie mogę się wręcz doczekać, aż rozpocznę czytać kolejny tom, jednak w obecnej chwili przeciągam rozpoczęcie jak najdłużej. Jednak prawdopodobnie już niebawem wrócę do tej historii.


Moja ocena 10/10 🌟


To tyle na dzisiaj kochani
Miłego dnia 
Wasza CzK

sobota, 17 października 2020

#49 Wiedźmy żywiołów, czyli recenzja "Te wiedźmy nie płoną" Isabel Sterling

#49 Wiedźmy żywiołów, czyli recenzja "Te wiedźmy nie płoną" Isabel Sterling

Cześć kochani 💙


Dzisiaj przychodzę za to z recenzją książki, która na pewno przypadnie do gustu tym, którzy uwielbiają motyw wiedźm. Według mnie idealna pozycja na jesienne wieczory. 




Hannah to czarownica z krwi i kości. Potrafi kontrolować cztery żywioły i choć mieszka w Salem, jej magia musi pozostać tajemnicą. W innym przypadku może ją stracić na zawsze i zostać wykluczona ze swojego sabatu. Na zawsze. Jednak trudno jest nie korzystać z mocy, gdy zaczynają się dziać dziwne sytuacje, które zdają się być złym omenem dla jej sabatu.

***

„Te wiedźmy nie płoną” należy do tych pozycji, które mają w sobie dwie cudowne rzeczy: klimat i odrobinę czarów. Według mnie wszystko tutaj jest wyważone i przemyślane. Tak, nie spodziewałam się nie wiadomo ile zaklęć rzucanych przez Hannah i bardzo się cieszę, że autorka nie zrobiła z niej nierozważnej osoby, która rzuca zaklęciami na prawo i lewo. Bohaterowie po prostu genialni, choć niestety jak widziałam jedną osobę na horyzoncie, to chciałam ją udusić (tak, chodzi o Veronicę). Bardzo polubiłam główną bohaterkę, a także niezwykle mnie zaciekawiły sytuacje, które jej się zdarzały. Wszystkie tajemnice były skrzętnie i według mnie bardzo przemyślanie ujawniane w odpowiednich dla fabuły momentach i niektóry rzeczy naprawdę się nie spodziewałam, dopóki nie zostały ujawnione. Ponadto zostałam kupiona legendą, skąd wzięły się trzy rody czarownic. Jedyne co mnie denerwowało to tytułowanie tą samą nazwą, czyli wiedźmami,  również mężczyzn. Rozumiem, że nie do końca istnieje odmiana dla nich jeśli chodzi o ten właśnie przydomek, jednak trochę mnie to raziło podczas czytania i w myślach zmieniałam to słowo na czarowników. Wiem, prawdopodobnie tak było w oryginale, jednak naprawdę nie pasowało mi nazywanie płci przeciwnej tą właśnie nazwą. 

Czasem jednak akcja wydawała się trochę przydługawa. Chciałam poznać zakończenie oraz dlaczego takie, a nie inne sytuacje miały miejsce. Jednak zakończenie, które nam zaserwowała autorka, jak dla mnie było po prostu genialne. Nie mogę się wręcz doczekać kolejnego tomu i mam nadzieję, że wydawnictwo szybko wyda kolejny tom. Była to dla mnie bardzo przyjemna lektura i myślę, że na ten jesienny czas, to idealna pozycja.

Moja ocena to 7/10 🌟

Za możliwość przeczytania dziękuję @weneedyabooks

To tyle na dzisiaj z mojej strony ;) 
Miłej soboty kochani ;*
Wasza CzK

niedziela, 4 października 2020

10 faktów o mnie - odświeżona wersja

10 faktów o mnie - odświeżona wersja

 Cześć kochani 😘


Przychodzę dzisiaj z postem, do którego zostałam nominowana przez @magnieszka.pisarz, czyli #10faktówomniechallenge , za co bardzo dziękuję ☺




Jako że coś podobnego robiłam z dobry rok temu na blogu pomyślałam, że to świetny pomysł na małe odświeżenie i dodanie czego tutaj, abyście mogli mnie lepiej poznać 😉

✨1 - Moje pierwsze recenzje książkowe pisałam do gazetki szkolnej w gimnazjum.

🌊2 - Uczęszczałam do technikum organizacji reklamy. W tamtym czasie przez dwa lata zrobiłam sobie przerwę od pisania recenzji, ale po dwóch latach uczęszczania tam założyłam bloga, na który dodaję coś od czasu do czasu.

✨3 - Moja przygoda z pisaniem rozpoczęła się w 6 klasie podstawówki i trwa po dziś dzień.

🌊4 - Obecnie jestem na drugim roku studiów na Uniwersytecie Śląskim na kierunku Sztuka Pisania.

✨5 - Zapewne to wiecie, ale uwielbiam wszelkie morskie motywy w książkach. Uwielbiam czytać o morzu, gdy nie mogę na nie patrzeć i podziwiać.

🌊6 - Gdybym była jakąś postacią z anime byłabym Usagi - nie, nie mam żadnych magicznych mocy i niestety kota, ale mam prawie dokładnie takie samo szczęście, jak i pecha tak jak ona 😂

✨7 - Uwielbiam Mitologię Grecką. Bardzo lubię również Mitologię Hinduską oraz Nordycką.

🌊8 - Od lutego wymieniam się korespondencją, o czym zawsze marzyłam. Zawsze sobie wyobrażałam, jak dostaję taki list i go czytam. Cieszę się, że udało mi się to marzenie niespodziewanie w tym roku spełnić. (Jeśli ktoś z was miałaby ochotę ze mną wymieniać się listami, to jestem otwarta na nowe znajomości listowe 😉).

✨9 - Od niedawna powróciła do robienia papierowych (wyklejanych) zakładek. Ponadto od czasu do czasu lubię porobić jakąś grafikę w Canvie.

🌊10 - Chciałabym kiedyś zostać szczęśliwą posiadaczką maszyny do pisania.

A do zabawy zapraszam @niekryta.recenzja oraz @karmelkowyheros 💙

I to by było na tyle ☺

Miłego popołudnia moi mili.

czwartek, 1 października 2020

#48 Krwawe syreny, czyli recenzja "Pieśń Syreny" Alexandry Christo

#48 Krwawe syreny, czyli recenzja "Pieśń Syreny" Alexandry Christo

 Witajcie kochani ✨


Jako że za oknem u mnie ciągle pada, a kalendarz pokazuje pierwszy dzień października, postanowiłam przesłać wam trochę słońca i morskiej bryzy 😘

Ponadto przyszedł czas, aby opowiedzieć wam o książce, która nie do końca jest taka, jak głosi napis na okładce. Ale na całe szczęście, ta inność dodaje klimatu opowieści.



„Książęta stanowią przyszłe pokolenie władców, więc gdy ich zabijasz, niszczysz przyszłość. Tak uczyła mnie matka”.

„Pieśń Syreny” opowiada o siedemnastoletnie Lirze — której przeznaczenie jest w przyszłości objąć rządy po matce i zostać królową syren. Co roku Lira w dzień swoich urodzin wypływa na powierzchnię, aby odebrać serce księcia i zakopać je w piasku na dnie swego pokoju. Z powodu pewnych okoliczności zostaje wygnana, a jedynym sposobem, aby wrócić do domu, jest odebranie serce Eliana — księcia, który jest uważany za najważniejszego mordercę syren.



Historia była bardzo intrygująca, jednak retellingiem małej syrenki tak nie do końca można nazwać. Tak ma nawiązania do tej baśni oraz występują syreny, jednak każda taka powieść nie powinna od razu dostać łatkę retellingu. Bardzo mi się podobała, ukazana w niej legenda o pierwszej królowej syren — Keto, a także przygody, jakie przychodzi przeżyć bohaterom. Brakowało mi tam jedynie trochę więcej opisów, jednak to taki mały szczegół. Ponadto główną bohaterkę trudno nie polubić. Jak dla mnie to jedna z lepszych opowieści o syrenach, które miałam okazję przeczytać.

Gorąco wam ją polecam jeśli zastanawiacie się dalej, nad jej przeczytaniem.

A dzisiaj to wszystko.

Miłego wieczoru kochani 😘 Ja dzisiaj z okazji pełni idę tworzyć 🌕

piątek, 25 września 2020

#47 Idealna lektura na początek roku akademickiego, czyli recenzja powieści "Jeśli tam jesteś" autorstwa Katy Loutzenhiser

#47 Idealna lektura na początek roku akademickiego, czyli recenzja powieści "Jeśli tam jesteś" autorstwa Katy Loutzenhiser
Witajcie kochani!

Przychodzę dzisiaj z krótką recenzją książki, z którą wiążę bardzo miłe odczucia i wspomnienia.


Książka wielokrotnie umilała mi podróże na Uniwersytet autobusem lub gdy miałam okienka pomiędzy zajęciami. Nie mogę się doczekać, aż ponownie zawitam na uczelni.


„Podobno, jeśli nie ma cię w sieci, to znaczy, że nie żyjesz...”

W „Jeśli tam jesteś” bardzo spodobał mi się pomysł na historię. Ponadto te wstawki jak np. maile lub Zasady Prii, które zostały w niej zawarte, są po prostu genialne.

Książka opowiada o Zan, która nie może zrozumieć, dlaczego jej przyjaciółka bez przyczyny zerwała z nią kontakt. Wielokrotnie próbuje się z nią skontaktować, jednak nie otrzymuję żadnej odpowiedzi. Pomimo ciągłych rad by dała sobie spokój z tą sprawą, Zan nie ma zamiaru zrezygnować. Pragnie dowiedzieć się, dlaczego Priya chce zerwać z nią kontakt i dlaczego w taki, a nie inny sposób.

Historia może wydać się banalna i wręcz sztampowa, jednak gdy ją czytałam. świetnie się bawiłam. Ponadto byłam bardzo ciekawa, co takiego się dzieje z przyjaciółką Zan.

Jeśli szukacie jakiejś luźniej lektury na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory, to myślę, że będzie to idealna książka dla was.

Moja ocena to 7/10. 

piątek, 7 sierpnia 2020

#46 Czytamy podczas kwarantanny, czyli recenzja Roziskrzone noce autorstwa Beatrix Gurian

#46 Czytamy podczas kwarantanny, czyli recenzja Roziskrzone noce autorstwa Beatrix Gurian
Witajcie kochani

Dawno mnie tutaj nie było, ale zdalne zajęcia dają mi ostatnio w kość. Dalej mam dwa zadania do zrobienia na jutro, ale nie czuję się na siłach tworzyć twórczych rzeczy. A w szczególności wiersze.
Nie wiem, ile razy to jeszcze powtórzę, ale nie jestem poetą i nigdy nie będę.




A teraz czas na recenzję jednej z najgorszych książek, jakie przyszło mi przeczytać w tym życiu. I powiem na wstępie - ta opowieść miała potencjał i to duży. Autorka jednak, zamiast go wykorzystać, zaserwowała mi jedynie irytację i ból serca, czytając kolejne strony tej jakże tragicznej opowieści. Miałam wrażenie, że przez połowę książki bohaterka była pisania przez inną osobę, a w drugiej połowie dostałam treść tworzoną przez dziecko. Ilość absurdalnych sytuacji przekracza wszelkie pojęcie.

Phila wraz z jej młodszym bratem doświadczają drobnego wypadku samochodowego, podczas którego został poszkodowany młody jeleń. Gdy jednak wracają do swojego nowego domu ani jej brat, ani matka nie wiedzą, o czym dziewczyna mówi.

Zaczyna sądzić, że to wszystko jej się przewidziało, jednak im dłużej przebywa w pałacu swojego przyszłego ojczyma, tym dziwniejsze sytuacje ją spotykają.

Bohaterka zaczęła się zachowywać jak głupiutka nastolatka, choć twierdziła, że nie chce tak się zachowywać.

Cała końcówka wydaje się tak irracjonalna i banalna, że głowa boli.

A motyw z mitologią Nordycką całkowicie zepsuty. Mam wrażenie, jakby został wprowadzony tylko dlatego, aby niektóre zjawiska łatwiej było wytłumaczyć, niż wymyślać ciekawe koncepcje i wykorzystanie mitologii.

To najbardziej chyba mnie zabolało. Autorka wprowadza dziwne sytuacje, które wydają się ciekawe, zostają rzucone w kąt.

Bo przecież pojawia się chłopak!

Eh nie znoszę, gdy nagle bohaterka mu ufa do granic możliwości — nawet gdy jest uznany za zagrożenie i jest zamknięty w ośrodku psychiatrycznym.

Marzę, aby zapomnieć całkowicie o tej książce.

Ponadto zakończenie jest tak niepoważne.

Miałam kilka podejść, aby ją odłożyć i nie kończyć. Jednak byłam ciekawa czy choć końcówka może cokolwiek poprawić mój osąd. Niestety nic nie zmienił.

Nigdy nie nastawiam się na coś dobrego po żadnej książce. Niestety moje nastawienie się zmieniło podczas lektury, czego w sumie żałuję. Miałam nadzieję, na opowieść wartą 6 gwiazdek na 10 jednak ta opowieść zasługuje na 2🌠. Uznaję ją również za najgorszą książkę, przeczytają w tym roku.

To tyle ode mnie dzisiaj.

Cieszę się, że nareszcie udało mi się napisać recenzję. Brakowało mi tego.

Miłego dnia kochani!

Wasza Czytelniczka z Księżyca

czwartek, 14 maja 2020

#45 Sierota, więzień, księżniczka, rebeliantka, czyli recenzja powieści "Księżniczka Popiołów" autorstwa Laura Sebastian

#45 Sierota, więzień, księżniczka, rebeliantka, czyli recenzja powieści "Księżniczka Popiołów" autorstwa Laura Sebastian
Witajcie kochani!

W końcu nadszedł ten dzień, żeby dodać kolejną recenzję. Tak wiem, że dawno miałam ją dodać, ale nie miałam weny, ani siły, aby o niej napisać. Możliwe, że to przez studia i zbliżający się koniec drugiego semestru, co wiąże się z nadrabianiem zaległych prac. 

Jako że mam mnóstwo zaległych recenzji, przedstawię wam książkę, która jak na razie jest moją drugą przeczytaną pozycją w tym roku. Przeczytałam ją dosyć dawno, ale dalej pamiętam co się w niej wydarzyło (a przynajmniej tak mniej więcej) i za co ją pokochałam. Niestety podczas przerwy na studiach mało co czytałam, ale za to mnóstwo pisałam (wattpad zapraszam ;*).

Oto opowieść o świecie zwanym Astreą, w której magia jest ukryta w kamieniach, a ich moc mogą korzystać tylko wybrańcy, a ich księżniczka została więźniem we własnym królestwie.


Fabuła
Theodosia w wieku sześciu lat jest świadkiem zamordowania jej matki. Od tamtego czasu jest więźniem we własnym królestwie oraz zostaje jej odebrana tożsamość. Nowy władca Kaiser nadał jej nowe imię - Theo oraz koronował ją na Księżniczkę Popiołu. Przez wiele lat znosiła wiele aktów przemocy, które odcisnęły swoje piętno na jej ciele. Jednak nie tylko. Przez lata tyrani o mały włos nie poddałaby się uzurpatorowi, który przejął jej kraj. Pewnego dnia staje przed strasznym zadaniem, które ostatecznie budzi w niej pragnienie odzyskanie tronu i wyzwolenie swojego ludu.


Kreacja Świata
Astrea jest królestwem, w którym magia pochodzi od samych bogów, którzy pobłogosławieni są nimi tylko wybrane osoby. Każda osoba może otrzymać możliwość panowania tylko nad jednym żywiołem - wody, ognia, ziemi i powietrza. Jedyną osobą, która nie może doświadczyć błogoswiawieństwa bogów jest królowa, co dla mnie bardzo zaintrygowało. No bo w sumie to jest bardzo ciekawy aspekt, że władczyni nie może posiadać mocy, a jedynie poddani. Zazwyczaj to władca miał wielką moc, którą używał do pokonania wrogów lub do odzyskania królestwa. Tutaj jednak mamy obraz księżniczki, która nie ma prawa sięgnąć po moc, która w niej się kryje, gdyż byłoby to złamaniem zasady, co oznaczało, że nigdy nie spotkałaby się po śmierci ze swoją matką w Jutrze, czyli w zaświatach.

Niezwykle spodobały mi się również te krótkie legendy o Bogach, w których wierzą mieszkańcy Astreii oraz święta, które były tam czczone. Według mnie były bardzo urocze oraz miały w sobie subtelny obraz buntu, który kiełkował się w osobach, które wierzyły, iż księżniczka odbierze tron uzurpatorowi i zostanie królową. 


Bohaterowie
Polubiłam bardzo główną bohaterkę i rozumiałam doskonale jej wszystkie uczucia - zarówno strach, który o mało nie spowodował, że nie podjęłaby walki o swój lud. Jednak po tym co się wydarzyło, podczas uroczystości (nie mogę zdradzić co, bo to według mnie byłby za duży spoiler), rodzi się w niej nowa, a może stara osoba, która była, zanim Kaiser pojawił się na dworze i ogłosił siebie królem, po tym, jak matka Theo została zamordowana. Widzimy w niej zmianę, ale i według niej również przebłyski żądzy zemsty, za to co uczynił jej rodzinie, przyjaciołom oraz ludowi. Polubiłam również Sorena, księcia, który nie chce stać się jak jego ojciec. Jednak za żadne skarby nie umiałam polubić przyjaciółki Theo i w sumie... (spojler alert) się nie dziwię.

Jeśli chodzi o kreację bohaterów, to mam wrażenie, że jest bardzo przemyślana, nie ma nagłej zmiany w księżniczce, tylko odwagę zdobywała powoli, co według mnie jest na plus. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, aby z przepełnionej strachem dziewczyny tak nagle stała się buntowniczka na medal. Może w bajkach Disneya, ale nie w prawdziwym, a nawet książkowych realiach. 


Ocena Końcowa
Niezmiernie czekam na kolejne tomy i mam nadzieję, że zaskoczą mnie jeszcze bardziej, niż pierwsza część. Moja ocena to 8/10. Polecam wam z całego serca, gdyż piękna oprawa skrywa w sobie naprawdę świetną lekturę i ciekawy świat. 

To tyle na dzisiaj kochani ;*
Zabieram się za kolejne prace zaliczeniowe na studia.
Buziaki.
CzK
Copyright © 2016 Czytelniczka z Księżyca , Blogger